Napisane przez: fajneksiazki | Październik 30, 2009

Andrzej Sapkowski – żmija

Żmija - okładka książki

Żmija - okładka książki

Największa polska premiera roku – nowa książka autora serii Wiedźmin oraz Trylogii Husyckiej.

W swojej najnowszej książce nie odnosi się do żadnego z popularnych kierunków fantastyki, nie powraca również do stworzonego przez siebie wiedźmińskiego niby landu ani do świata bliskiego fantasy Średniowiecza.

Sapkowski jak zwykle uwodzi czytelnika wspaniałym językiem, mistrzowsko kreowanym nastrojem, dbałością o najmniejsze szczegóły i wartką, wciągającą akcją. Linie fabuły ciekawie łączą się i rozplatają, prowadząc do konsekwentnego, a jednak zaskakującego czytelnika zakończenia.

Kup książkę Andrzej Sapkowski – Żmija

AFGANISTAN – tutaj od wieków ścierały się krwawo armie kolejnych władców dążących do władzy nad światem. Tu walczyli i ginęli najeźdźcy z Macedonii, Wielkiej Brytanii i Rosji. A umierających obserwowały z ukrycia zimne oczy z czarną, pionową źrenicą. Oczy złotej żmii, która jest i której nie ma.

ŻMIJA to nowy świat, to zupełnie nowa formuła literacka, zadziwiające połączenie fantasy i realistycznej powieści wojennej…
ŻMIJA jest piękna i złowroga…

AFGANISTAN, SIÓDMY ROK PANOWANIA Aleksandra Wielkiego. W zapomnianej przez bogów krainie giną najdzielniejsi synowie Macedonii.
ALEKSANDROS HO TRITOS HO MAKEDON

27 LIPCA 1880.
W trakcie drugiej wojny angielsko-afgańskiej, 66. pułk piechoty traci w bitwie pod Mainwandem 64 procent swego stanu.
GOD SAVE THE QUEEN!

15 LUTEGO 1989.
Kres sowieckiej interwencji w Afganistanie. Zginęło ponad 13 tysięcy żołnierzy ZSRR.
DA ZDRAWSTWUJET SOWIETSKIJ SOJUZ!

ROK 2009.
Znowu tu są. Nie szurawi i nie Amerykanie. To jacyś inni, zesłani przez szajtana niewierni Oby wygubił ich Allah.

Fragment książki :

Major Igor Konstantinowicz Sawieliew był wysoki, nawet wtedy, gdy siedział. Włosy na skroniach miał bardziej niż siwawe, a na ciemieniu bardziej niż rzadkie. Choć szczupły, dłonie miał jak kołchoźnik – duże, czerwone i gruzłowate. Rysów był nie mniej szlachetnych niż jego patron, a jego oczy, zdumiewająco łagodne, były koloru zwiędłych chabrów. Ale to Lewart miał stwierdzić nieco później, gdy już major uznał za celowe unieść głowę i wzrok. Na razie nic nie wskazywało, by major miał uznać. Siedział za biurkiem, pochłonięty, zdawało się, bez reszty teczką z burej tektury, przewracając wpięte tam dokumenty czerwonymi łapskami kołchoźnika.

- Praporszczyk Lewart, Paweł Sławomirowicz – przemówił wreszcie, nadal z nosem w teczce, jakby nie mówił, ale na głos odczytywał którąś z teczkowych bumag.
- Jak tam wasz wstrząśnięty mózg? Uleżał się? Jesteście w pełni władz umysłowych?
- Tak, toczno, towariszcz major.
- Zdolni odpowiadać na pytania?
- Tak jest, towarzyszu majorze. Sawieliew uniósł głowę. I zwiędłochabrowe oczy. Ujął ołówek, stuknął nim o blat.
- Kto – spytał, kontrapunktując stuknięciem – strzelał do waszego starleja? Starszego lejtnanta Kirylenki?

Lewart przełknął ślinę.
- Melduję, że nie wiem, towarzyszu majorze.
- Nie wiecie.
- Nie wiem. Nie widziałem tego.
- A coście widzieli?
- Bój. Bo trwał bój.
- A wyście walczyli.
- Tak jest, towarzyszu majorze. Walczyłem.
- A za coście, ciekawość, walczyli, praporszczyk? W słusznej, po waszemu, walczyliście sprawie? Czy niesłusznej?

Lewart ponownie przełknął ślinę, zaskoczony. Sawieliew patrzył nań spod opuszczonych powiek.
- Mijają właśnie – powiedział, akcentując wagę niektórych wypowiadanych słów stuknięciem ołówka o blat – cztery lata i osiem miesięcy od posiedzenia Biura Politycznego, na którym nieodżałowanej pamięci towarzysz Leonid Iljicz Breżniew, wspomożony radą nieodżałowanej pamięci towarzyszy Andropowa i Gromyki zadecydował, iż należy pomóc partii i proletariackim władzom Demokratycznej Republiki Afganistanu w stłumieniu szerzącej się kontrrewolucji. Podżeganej przez CIA, fanatyzm. Już cztery lata i osiem miesięcy ograniczony kontyngent naszej robotniczo-chłopskiej armii pod światłym kierownictwem partii wypełnia w DRA swój internacjonalistyczny dług i obowiązek. A w ramach kontyngentu, w składzie trzeciego batalionu sto osiemdziesiątego pułku zmechanizowanego sto ósmej motostrzeleckiej dywizji także i wy, praporszczyk Lewart.

Słusznie uznając, że to nie było pytanie, Lewart zachował milczenie.
- Wojujesz więc – stwierdził fakt major.
- Internacjonalistycznie wypełniasz, co trzeba. Z zapałem, oddaniem i pełnym przekonaniem o słuszności tego, co robisz. Mam rację? Z pełnym? A może z niepełnym? Może masz inną ocenę radzieckiej obecności wojskowej w DRA? Inną ocenę decyzji Biura Politycznego? I jego nieodżałowanej pamięci członków?

Lewart oderwał wzrok od paskudnie obłażącego z tynku sufitu, spojrzał na Sawieliew. Nie na jego twarz, lecz na dłoń i stukający o blat stołu ołówek. Major jakby to zauważył, bo ołówek zamarł.
- Interesującym – podjął – byłoby dowiedzieć się, jakżeż ty, przedstawiciel niższego szczebla dowodzenia, zapatrujesz się na tę kwestię. Co? Lewart! Otwórzże wreszcie gębę! Zadałem pytanie!
- Ja tam, towarzyszu majorze – Lewart odchrząknął
- jedno wiem. Ojczyzna kazała.

Sawieliew milczał przez chwilę, obracając ołówek w palcach.
- No proszę – rzekł wreszcie, zmieniając ton z drwiącego na jakby zadumany.
-Warte odnotowania. Miast frazesem, zapytany o polityczną świadomość przedstawiciel niższego szczebla dowodzenia, odpowiada cytatem z Okudżawy. Myśląc pewnie, że pytający cytatu nie rozpozna.
- A cytat ów – major powrócił do zwykłego tonu – w twoim konkretnym przypadku na żart zakrawa. Nazwisko takie jakieś dziwne, oj, Rusią to ono nie pachnie, nie pachnie. A ruski duch? Utrwalił się aby przez pokolenia? Pradziad, polski buntownik, zmarł wszak i leży w mogile ciemnej, na domiar złego katolickiej, w Tarze, w byłej guberni tobolskiej. Dziad też Polak… Chcecie coś powiedzieć? Mówcie.
- Mój dziad – rzekł spokojnie i cicho Lewart – nie wrócił do wolnej Polski, choć mógł. Po powrocie z Syberii został w Wołogdzie, u boku babki, z domu Mołczanowej. A jego najmłodszy syn, mój ojciec…
- Uczestnik Wielkiej Ojczyźnianej, odznaczony Orderem Sławy I Klasy za boje o Półwysep Kurlandzki w marcu roku 1945 – równie spokojnie nie pozwolił dokończyć major.
- Najmłodszy chyba w historii kawaler tego orderu. Wszystko jest w aktach. Wszystko, Lewart, o tobie, o twojej rodzinie, o krewnych i znajomych. A że wielka jest siła papieru, wiele z tego da się wykorzystać… Gdy będzie trzeba. Dlatego jeszcze raz pytam: kto strzelił w plecy starszemu lejtnantowi Kirylence?
- Nie wiem. Nie widziałem. Trwał bój.
- Jeśli – ołówek ponownie zawisł w powietrzu – dowiem się od ciebie tego, co chcę wiedzieć, obiecuję, za tydzień będziesz w domu. W Pitrze. Tfu, chciałem powiedzieć: w Leningradzie. Wojnę będziesz oglądał w telewizji. Chodził na Fontankę na piwo z kumplami. Rwał panienki na medale i afgańską opaleniznę. No, niech tam, załatwię ci jeszcze wywiad w „Komsomolskiej Prawdzie”, a po czymś takim jak nic zaliczysz jakąś działaczkę, a sam wiesz, jakie to stwarza perspektywy… Załatwię ci to wszystko. Jeśli powiesz, kto strzelał.


Odpowiedzi

  1. uwielbiam sapkowskiego. uwielbiam. ksiazke zamowilam smsem jakis czas temu przez onestep i nie moge sie nia nacieszyc :)

  2. Żmija jest świetna, realistyczna, mega symboliczna i wymagająca niezłego doinformowania czytelnika. Polecam każdemu ;]


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.